website
Otwórz stronę swojego salonu i przeczytaj pierwszy akapit na stronie głównej. Jeśli są w nim słowa „profesjonalna obsługa", „indywidualne podejście" albo „najwyższej jakości kosmetyki", to masz dokładnie ten sam tekst, co trzydzieści innych salonów w Twoim mieście. Nie dlatego, że ktoś od kogoś ściągał — po prostu wszyscy sięgamy po te same bezpieczne zwroty, bo nikt się przez nie nie obrazi. Kłopot w tym, że ani klientka, ani model AI nie potrafią na ich podstawie stwierdzić o Was czegokolwiek, a to znaczy, że ten akapit pracuje na zero.
Model językowy, odpowiadając na pytanie „gdzie w Poznaniu zrobię dobrą koloryzację włosów siwych", musi w praktyce zrobić to samo, co robi znajoma polecająca salon — wskazać konkretne miejsce i podać powód. Powodu szuka w tekstach, które znajdzie w sieci, i wybiera te fragmenty, które da się przytoczyć jako fakt. „Miła atmosfera" nie jest faktem, tylko deklaracją, i to deklaracją, którą składa każdy, więc nie różnicuje niczego. Co gorsza, ta sama treść powtórzona w trzydziestu miejscach przestaje być dla modelu treścią — staje się szumem, który pomija, szukając czegoś konkretniejszego. Dokładnie tak samo działa to na klientkę, tylko szybciej i mniej świadomie: przebiega wzrokiem po zdaniach, których nie da się sprawdzić, i przechodzi do zakładki z cenami albo do konkurencji. Test, który warto stosować przy każdym zdaniu na stronie, jest brutalnie prosty. Jeśli konkurencja z sąsiedniej ulicy mogłaby napisać to samo bez mrugnięcia okiem, zdanie nic nie mówi i równie dobrze mogłoby go nie być.
Odwrotność ogólnika nie jest ładniejszym przymiotnikiem, tylko informacją weryfikowalną. „Certyfikowany kolorysta Olaplex od 2021 roku" da się sprawdzić i da się zacytować. „Specjalizujemy się w cięciu włosów kręconych metodą curly girl, wykonywanym na sucho" wskazuje konkretną technikę i konkretną grupę klientek, więc model ma czym odpowiedzieć na pytanie o strzyżenie loków. „Pracujemy wyłącznie na kosmetykach wegańskich, bez SLS i parabenów" odpowiada na realną obawę, z którą ludzie przychodzą, a „drugie miejsce w konkursie fryzjerskim Gdańsk 2024" jest faktem, którego nikt inny w mieście nie ma. Do tej samej kategorii należą liczby, o których zwykle nie myślisz jako o treści marketingowej: rok założenia salonu, liczba lat doświadczenia zespołu, liczba stanowisk, marki, na których pracujecie, ukończone szkolenia z nazwy i nazwiskiem prowadzącego. Warto też nazwać wprost to, czego nie robicie, bo brzmi to wiarygodniej niż jakakolwiek deklaracja jakości — „nie wykonujemy rozjaśniania na włosach po henie" albo „nie przyjmujemy dzieci poniżej dwunastego roku życia" to zdania, które od razu ustawiają oczekiwania. Zasada jest jedna i działa bez wyjątków: jeśli zdania nie da się sprawdzić, to znaczy, że nic nie mówi.
Najtrudniejsza część tej pracy nie polega na pisaniu, tylko na zauważeniu, co w ogóle warto napisać. Ty wiesz, ile lat robisz koloryzację, na jakich kosmetykach pracujesz, jakie szkolenia skończyłaś i dlaczego wybrałaś akurat te lampy do stanowisk — i właśnie dlatego wydaje Ci się to nudne, bo żyjesz z tym codziennie. Dla klientki, która widzi Twój salon pierwszy raz, każda z tych rzeczy jest nową informacją, a często decydującą. Najprostszy sposób, żeby to z siebie wydobyć, to przypomnieć sobie ostatnie dziesięć rozmów telefonicznych i spisać, o co ludzie pytali i co im odpowiadałaś — bo to, co mówisz przez telefon, jest zwykle znacznie konkretniejsze niż to, co macie na stronie. Drugi sposób to zapytać zespołu, co ich zdaniem odróżnia Wasz salon od tego dwie ulice dalej, i nie zadowolić się pierwszą odpowiedzią o atmosferze, tylko dopytać, na czym ta atmosfera konkretnie polega. Trzeci to przejrzeć własne opinie w Google i wynotować powtarzające się słowa: jeśli piętnaście osób napisało, że nie bolało, albo że wreszcie ktoś ogarnął ich cienkie włosy, to masz gotową specjalizację, o której sama nie wiedziałaś, że ją masz. Godzina takiej pracy daje zwykle więcej materiału niż całodniowa sesja z copywriterem, który Twojego salonu nie zna.
Jest jeszcze jedna kategoria konkretów, o której łatwo zapomnieć, bo wydaje się, że jest już na stronie — a technicznie rzecz biorąc, nie jest. Ocena z Google wyświetlana przez wtyczkę albo widget wczytywany z zewnętrznego serwisu bardzo często w ogóle nie trafia do treści strony, więc model jej nie widzi, mimo że Ty widzisz gwiazdki jak najbardziej. Napisanie w tekście wprost, że macie 4,9 na 5 na podstawie ponad ośmiuset opinii w Google, zamienia ozdobnik w fakt, który da się przytoczyć w odpowiedzi. Podobnie działa cała warstwa praktyczna, o którą ludzie pytają najczęściej, a która na stronach pojawia się najrzadziej: parking i to, czy jest bezpłatny, dostępność dla wózków i osób z ograniczoną mobilnością, winda albo jej brak, akceptowane formy płatności, karty Multisport i Medicover, obsługa w języku angielskim lub ukraińskim. Do tego dochodzi kontekst lokalny, który dla modelu grupującego rekomendacje geograficznie jest wprost informacją nawigacyjną — cztery minuty pieszo od metra Politechnika znaczy coś, „dogodna lokalizacja w centrum" nie znaczy nic. Te zdania nie są ładne i nie zdobią strony głównej. Ale to one najczęściej decydują, czy klientka i model uznają, że wiedzą o Was wystarczająco dużo, żeby się zdecydować.
