website
Przejdź własną ścieżkę rezerwacji na telefonie, wieczorem, jedną ręką — dokładnie tak, jak robi to realna klientka, a nie w spokoju, przy dużym monitorze i z wiedzą, której ona nie ma. Policz kroki od wejścia na stronę do potwierdzenia terminu i zapisz tę liczbę, bo za tydzień wyda Ci się mniejsza, niż była naprawdę. Zwróć uwagę na to, ile razy musisz się cofnąć, ile razy nie masz pewności, czy dobrze wybrałaś, i w którym dokładnie momencie po raz pierwszy dowiadujesz się, ile to wszystko będzie kosztować. Ten ostatni moment jest zwykle najciekawszy, ponieważ w większości salonów pojawia się o dwa lub trzy ekrany za późno, już po tym, jak klientka zainwestowała w proces trochę uwagi i zaczęła podejrzewać, że cenę poznaje się dopiero na końcu.
Drugi krok jest jeszcze bardziej wartościowy i jednocześnie bardziej nieprzyjemny: poproś trzy osoby spoza salonu, żeby umówiły się na konkretny zabieg, u konkretnej osoby, w konkretny czwartek, i po prostu patrz, gdzie się zatrzymują, nie podpowiadając ani nie tłumacząc. Milczenie jest tu najtrudniejszą częścią zadania, bo pierwszym odruchem jest wyjaśnienie, że „to jest tutaj, tylko trzeba zjechać niżej" — a każde takie zdanie kasuje właśnie tę informację, po którą się zabrałaś. Nie chodzi o to, żeby usłyszeć ich opinię o wyglądzie strony, ponieważ opinie o wyglądzie są mało warte i prawie zawsze grzecznościowe. Chodzi o to, żeby zobaczyć miejsca, w których człowiek przystaje, marszczy brwi albo scrolluje w górę i w dół w poszukiwaniu czegoś, czego na stronie po prostu nie ma. Zapisuj obserwacje na bieżąco, najlepiej dosłownymi cytatami, bo zdanie „nie wiem, czy to jest cena za jeden zabieg, czy za cały pakiet" jest gotową instrukcją naprawy, a Twoje własne streszczenie tego zdania już nią nie będzie. Pięć takich obserwacji powie Ci więcej niż miesiąc wpatrywania się w analitykę, ponieważ analityka pokazuje, że ktoś odpadł, ale nigdy nie pokazuje dlaczego, a to „dlaczego" jest jedyną informacją, która pozwala cokolwiek naprawić. Kiedy trzy różne osoby zatrzymują się w tym samym miejscu, przestaje to być kwestia przypadku. Staje się priorytetem na najbliższy tydzień.
Nie oznacza to oczywiście, że liczby są niepotrzebne — oznacza tylko tyle, że powinny być dobrane tak, żeby opisywały całą relację z klientką, a nie jeden wyrwany z niej moment. Warto pilnować udziału wizyt na stronie zakończonych rezerwacją, ponieważ to nadal jest sensowna miara skuteczności, o ile nie jest miarą jedyną, a także porzuceń formularza rezerwacyjnego, które pokazują dość precyzyjnie, w którym miejscu ścieżka się rwie. Do tego dołóż udział rezerwacji pochodzących od klientek powracających, bo to właśnie ta liczba mówi, czy budujesz biznes, czy tylko kupujesz kolejne pierwsze wizyty, oraz liczbę zapisów do newslettera, która jest tanim wskaźnikiem tego, czy ludzie w ogóle chcą zostać z Tobą w kontakcie. Sensowne jest też zbieranie NPS-u po wizycie, w najprostszej możliwej formie jednego pytania wysłanego następnego dnia, bo daje sygnał wyprzedzający — spadek zadowolenia widać tam wcześniej niż w liczbie rezerwacji. Kluczowe jest jednak nie to, które wskaźniki wybierzesz, tylko to, żeby były to zawsze te same wskaźniki, mierzone w ten sam sposób, przez wiele miesięcy. Pojedynczy pomiar nie znaczy nic. Trend znaczy prawie wszystko. Na koniec dorzuć jedną rzecz, której nie znajdziesz w żadnym narzędziu analitycznym: prosty licznik po stronie recepcji, w którym przez dwa tygodnie zaznacza się każde pytanie, na które odpowiedź powinna znajdować się na stronie. To jedyna metryka w tym zestawie, która przelicza się na godziny pracy natychmiast i bez dyskusji, bo czterdzieści telefonów z pytaniem o cenę jednego zabiegu to konkretna liczba minut, których zespół nie poświęcił klientkom obecnym w salonie.
